Monday, October 08, 2007
10 lat...
Tak 27.09.2007 roku przeżywaliśmy 10 rocznicę ślubu. Zrobię sobie z tej okazji różowiutki wpis na blogu ;P.
Jak zwykle piszę to z opóźnieniem i jak zwykle z żalem, że tych przeżyć nie da się odtworzyć w sposób taki, jaki miały miejsce tamtego dnia.
Mszę św. mieliśmy skromną, aczkolwiek przeżyłam ją bardzo podniośle i ksiądz nam piękne życzenia złożył.
Nie było wprawdzie księdza Adama ani księdza Józefa i księdza Adama P. też nie było, nie grały nam chóry oazowe i Te Deum nas ominęło i to nie tylko to jakie chcieliśmy(na melodię "polską") ale w ogóle nas ominęło, jednakże w skromności
też jest piękno i nie żałuję, że tak właśnie to wyglądało.
No może tylko żal mi, że ks. Adam P. nie uraczył nas homilią i swoim serdecznym uśmiechem, ale mam nadzieję, że będzie to do nadrobienia ;).
Patrząc na te 10 lat wspólnego życia, widzę jak wiele drogi już za nami, czasem trudnej i stresującej, czasem smutnej, ale przecież przede wszystkim dobrej, szczęśliwej, trwałej... I mimo, że człowiek na co dzień nie docenia, co w życiu go spotkało najlepszego, co otrzymał, w takich chwilach widzi całe to dobro, które przecież wcale nie musiało go spotkać. Widzi ile Bóg mu ofiarował, ile wzajemnie przebaczonych win, wzajemnych zmagań, wzajemnych radości, wszystkiego co nas razem dotyczyło, a co nie miałoby sensu i miejsca gdyby nie było nas. W końcu człowiek widzi, że prawdziwym błogosłwieństwem jest dobry i kochający mąż.
Ale są jeszcze inni, którzy w takich dniach przysparzają radości - ci wszyscy ludzie, którzy przyjechali na Mszę, ciotki tak wzruszająco zażenowane, że jedynym prezentem, jaki mają są one same, życzenia od ludzi blższych i dalszych, księga modlitw forumowiczów, no i obecność przyjaciół - zawsze pamiętającej Agi i wielka niespodzianka Karola...
Pewnie za dużo tych wzruszeń jak na jeden dzień (chyba się starzeję) ale to wszystko sprawiło, że taki zwykły czwartek stał się dniem wyjątkowym.
Subscribe to:
Posts (Atom)