Monday, October 08, 2007

10 lat...


Tak 27.09.2007 roku przeżywaliśmy 10 rocznicę ślubu. Zrobię sobie z tej okazji różowiutki wpis na blogu ;P.
Jak zwykle piszę to z opóźnieniem i jak zwykle z żalem, że tych przeżyć nie da się odtworzyć w sposób taki, jaki miały miejsce tamtego dnia.
Mszę św. mieliśmy skromną, aczkolwiek przeżyłam ją bardzo podniośle i ksiądz nam piękne życzenia złożył.
Nie było wprawdzie księdza Adama ani księdza Józefa i księdza Adama P. też nie było, nie grały nam chóry oazowe i Te Deum nas ominęło i to nie tylko to jakie chcieliśmy(na melodię "polską") ale w ogóle nas ominęło, jednakże w skromności
też jest piękno i nie żałuję, że tak właśnie to wyglądało.
No może tylko żal mi, że ks. Adam P. nie uraczył nas homilią i swoim serdecznym uśmiechem, ale mam nadzieję, że będzie to do nadrobienia ;).

Patrząc na te 10 lat wspólnego życia, widzę jak wiele drogi już za nami, czasem trudnej i stresującej, czasem smutnej, ale przecież przede wszystkim dobrej, szczęśliwej, trwałej... I mimo, że człowiek na co dzień nie docenia, co w życiu go spotkało najlepszego, co otrzymał, w takich chwilach widzi całe to dobro, które przecież wcale nie musiało go spotkać. Widzi ile Bóg mu ofiarował, ile wzajemnie przebaczonych win, wzajemnych zmagań, wzajemnych radości, wszystkiego co nas razem dotyczyło, a co nie miałoby sensu i miejsca gdyby nie było nas. W końcu człowiek widzi, że prawdziwym błogosłwieństwem jest dobry i kochający mąż.

Ale są jeszcze inni, którzy w takich dniach przysparzają radości - ci wszyscy ludzie, którzy przyjechali na Mszę, ciotki tak wzruszająco zażenowane, że jedynym prezentem, jaki mają są one same, życzenia od ludzi blższych i dalszych, księga modlitw forumowiczów, no i obecność przyjaciół - zawsze pamiętającej Agi i wielka niespodzianka Karola...

Pewnie za dużo tych wzruszeń jak na jeden dzień (chyba się starzeję) ale to wszystko sprawiło, że taki zwykły czwartek stał się dniem wyjątkowym.

Wednesday, August 15, 2007

zdjęcia

dziś tylko kilka fotek do obejrzenia
tytuł albumu mówi za siebie ;)
http://picasaweb.google.pl/christina.bm/Mieszkanie

Thursday, August 09, 2007

wreszcie jest

10.06.2007 - wracamy z rekolekcji weekendowych poświęconych zagrożeniom duchowym
12.06.2007 - pojawiamy się w Urzędzie Miasta, na wezwanie starszego referenta wydziału lokalowego, 
z papierem wyszczególniającym nasze zarobki z ostatnich 6 miesięcy
składają nam ofertę - mieszkanie 3 pokojowe w nowopowstałym, jeszcze nie oddanym osiedlu
oferta nas szokuje, nic lepszego, jeśli chodzi o mieszkanie, nie mogło nas spotkać 
odpowiedź dajemy następnego dnia i pozostaje nam czekanie, bo odbiór ma być 23 czerwca
23.06.2007 - doczekujemy się wreszcie tego dnia i okazuje się, że odbioru nie ma
25.06.2007 - odbiór jest, budowa oficjalnie zakończona, ale brak zgody na zasiedlanie
czekamy dalej...
3.07.2007 - dzwonię do UM z pytaniem co z tymi przydziałami i się dowiaduję,  
że nadal nie ma zgody na zasiedlanie i mam się dowiedzieć 10 lipca - już lekko poddenerwowani,
ale nie przeczuwamy dalszego obrotu wydarzeń
10.07.2007 - nadal nie ma zgody na zasiedlanie, pytam przemiłej pani w urzędzie
kto jest za nią odpowiedzialny - Główny Inspektor Budowlany - pada odpowiedź, denerwujemy się na inspektora ;P
16.07.2007 - wykazujemy jeszcze trochę cierpliwości, ale już coraz mniej, nadal brak zgody - co gorsza dowiadujemy się, że może to potrwać do końca miesiąca
27.07.2007 - już mocno wkurzeni dzwonimy do urzędu i dowiadujemy się, że jest wreszcie zgoda
i że mamy przyjść na oględziny oraz że dają nam klucze
31.07.2007 - w pełni radości idziemy na oględziny, popatrzeliśmy i...
kazali oddać klucze i czekać na skierowania do podpisania umowy, ile? tydzień
6.08.2007 - zgodnie z umową, dzwonimy do urzędu pełni nadziei, że to już i dowiadujemy się,
że czekają na podpisy od prezydenta
jadę tam o godzinie 13.30 i dowiaduję się, że prezydent nie wiedzieć czemu podpisy wstrzymał, miło...
7.08.2007 - czytam na portalu Ruda Śląska, że nowe osiedle uroczyście zostało otwarte
i widzę na fotkach prezydenta wręczającego klucze, zastanawiam się kto tu kogo robi w wariata
dzwonię do Wieśka do pracy i przekazuję mu wieści
8.08.2007 - Wiesiek nie wytrzymuje i już przed ósmą, przed otwarciem UM dzwoni tam po informacje
dowiaduje się, że część dokumentacji prezydent już podpisał a część nie, nas wśród podpisanych nie ma
resztę wydarzeń, chcę to szczególnie podkreślić, zawdzięczamy sprawności w działaniu
i wielkiej determinacji mojego męża, za co należy mu się podziw i uznanie

kobieta z urzędu każe dzwonić o 14, ale Wiesiek już nie daje za wygraną i pyta czy nie może dzwonić wcześniej,
więc pani referent godzi się na 12.
Wiesiek dzwoni 11.50 - dowiaduje się, że nasza dokumentacja jest już podpisana, o
12.00  jest w urzędzie, zabiera skierowanie i pędzi do Rejonu Eksploatacji Budynków podpisać umowę
i odebrać przydział. Trzeba wypełnić dokumenty, wpłacić kaucję i można odbierać klucze,
jest na to 45 minut. Wiesiek po 13 czyli tuż po zamknięciu REBu wychodzi z kluczami.
Co nam to dało?
Jeden dzień czekania krócej
Jako nieliczni załatwiliśmy to dzień wcześniej, więc wszędzie ominęły nas ogromne kolejki
zaoszczędziliśmy dużo czasu, może i nerwów i kto wie czy udałoby się obslużyć w jeden dzień wszystkich mieszkańców,
więc może zaoszczędziliśmy więcej niż jeden dzień
I co mi to jeszcze dało...
...przekonałam się, że mój mąż jest dzielnym człowiekiem

tak oto przedstawiają się 2 najdłuższe i najbardziej nerwowe miesiące naszego życia
a tak przedstawia się nasz nowy dom



Wednesday, August 01, 2007

zanim mnie odłączą

już sierpień...
długo się zabierałam do napisania...
a lipiec mi minął na denerwującym, niezwykle pochłaniającym i niezwykle nudnym zajęciu - na czekaniu
czekaniu na klucze do nowego mieszkania
i kiedy dziś miałam już je wreszcie odebrać, dowiedziałam się że jeszcze tydzień
znów tydzień
pieniądze się rozłażą - dobrze że przynajmniej już wszystko kupione (no jeszcze musze na wannę trzymać), zająć się pracą też raczej nie będę mogła, bo rano prawdopodobnie odetną mi net (wypowiedzieliśmy już umowę) a bez netu ani rusz
na rekolekcje nie jedziemy...
i tak czekać tylko pozostaje dalej
czasem się posmucić
czasem podenerwować
i urodziny Wieśka jeszcze zrobić w starym mieszkaniu
eh...
za 6 dni znów będzie poniedziałek...

Friday, June 22, 2007

odnaleźć nowy początek

jak bardzo przemawia do mnie dzisiejsza Ewangelia:
"Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną." (Mt 6,19)
podczas słuchania tej Ewangelii na dzisiejszej mszy, zobaczyłam jak jeszcze bardzo pokładam ufność w tym, co nietrwałe i przemijające
jak bardzo lokuję swoje nadzieje w człowieku i owocach jego pracy, a jak mało jeszcze w Bogu
dziś jak nigdy rozumiem słowa "mól i rdza niszczą..."
rozumiem nie tylko w kontekście końca czegoś i przemijania, w kontekście niszczenia i nietrwałości, ale również w kontekście wieczności
nic, w czym tu na ziemi pokładamy nadzieję, nie może dać ani pełnego szczęścia, ani nie jest wolne od rozczarowań i cierpienia
nic co sam człowiek stworzył, nie może samo człowiekowi wystarczyć...

wygląda na to, że stracę pracę
dowiedziałam się, że cały mój wysiłek jest niewiele wart
skoro na nic moja praca, to chyba odejdę
piszę chyba, ale to raczej pewne
muszę tylko na nowo odnaleźć początek
na nowo poukładać to, co się gdzieś porozkładało
odszukać się na nowo w pracy...

i tak sobie myślałam wczoraj, kiedy szłam w tym deszczu ulewnym ze sklepu,
że chyba tak to miało być wszystko,
abym robiła znów to, co gdzieś leży zaniedbane
abym miała więcej czasu dla dzieci i rodziny
abym sama mogła ustalać tryb mojej pracy
abym też miała czas dla innych ludzi,
dla wspólnoty
na rekolekcje
może właśnie po to tak się stało, abym zobaczyła co złe a co dobre
i abym też zobaczyła to, co w dzisiejszej Ewangelii, gdzie skarb swój lokuję




a może ktoś poszukuje bezrobotnej księgowej... ;)

Wednesday, June 20, 2007

animator

tak, na to się zanosiło
zanosiło się przede wszystkim dlatego, że już wszystkie pary w naszym kręgu pełniły tę funkcję z wyjątkiem nas
oczywiście miałam nadzieję, że Duch św. do tego nie dopuści, ale widać miał inne plany
tak więc, 19.06.07 po 9 latach naszej obecności w tej wspólnocie, zostaliśmy parą animatorską

dziwne to uczucie tak nagle zmienić swoje położenie w szeregu
niby to niczego nie zmienia, ale przecież na nas teraz będzie spoczywać odpowiedzialność za ten krąg
mam świadomość, że w pierwszej kolejności odpowiedzialność modlitewna, bo bez obecności Boga w każdej chwili i w każdym czynie, nie zajdziemy nigdzie
w drugiej kolejności odpowiedzialność za to jakie daje się świadectwo, wobec swojej wspólnoty, innych wspólnot, wreszcie całej wspólnoty ludzkiej, którą w niewielkim ułamku każdego dnia spotykamy na swojej drodze
później odpowiedzialność formacyjna i organizacyjna...

to wszystko od września przed nami
nie chciałabym, aby przez to ktokolwiek postrzegł mnie, że coś mi uderzyło do głowy, że stałam się pyszna i zarozumiała, że widać po moim zachowaniu, że cokolwiek to zmienia w moim stosunku do innych ludzi, dlatego chciałabym dbać już od samego początku, aby jedyne czego w moim życiu było więcej, to więcej modlitwy i więcej służby
może dobrze, że ten wybór pokryje się też z rekolekcjami ORD

daj mi o Panie więcej się modlić i lepiej
lepiej i sumienniej wypełniać zobowiązania
widzieć w człowieku kogoś większego ode mnie
do którego posłałeś mnie, abym była tym najmniejszym
daj mi wszystko rozumieć właściwie i pozwól działać z rozwagą
mając na celu dobro wspólnoty - wszystkich razem i każdego z osobna

znając siebie, wiem jakie stoją przede mną zagrożenia, dlatego już teraz chcę, żeby to nie było moje działanie, ale działanie Chrystusa we mnie

Sunday, June 03, 2007

niedziela

natchnęło mnie dziś na słuchanie Rubika
a właściwie Jacek mnie natchnął swoim opisem
to dobra odmiana po tym wszystkim, czego słuchałam ostatnio i pewnie dobra na niedzielę
dobra po tym całym męcząco przytłaczającym dniu...
bo życie jest tak bezsensownie przytłaczające
tak przytłaczająco bezsensowne...

a wszelkie poszukiwania sensu
czegokolwiek, nie przynoszą zadowalającej odpowiedzi
i chyba już nikt nigdy nie odpowie na pytanie "po co?..."

tylko, że to nie może przeszkadzać żyć normalnie, tylko jak to jest
normalnie...?

nie raz już zastanawiałam się, czy człowiek jest zobowiązany do poszukiwania sensu życia
czy wszystko musi mieć sens od spraw banalnych poprzez wielkie?
a jaki sens ma szukanie sensu, skoro człowiek i tak zakończy życie
no owszem, trzeba zapracować na życie wieczne
ale nie wystarczy być...
a po co być...
wiele osób odpowiadało na pytania w przeróżny sposób, ale czy ktokolwiek zdołał mnie przekonać...

od wielu lat zadaję sobie pytanie "po co?"
odpowiedź zna pewnie tylko Bóg...


a deszcz jest taki piękny...




Monday, May 28, 2007

do you know...?


czy to co dzieje się w życiu człowieka (złego, smutnego, nieszczącego) to tak zwany dopust Boży, czy tylko konsekwencje naszych czynów? a jeśli nie odnajdujemy w sobie niczego, co mogłoby stanowić tę konsekwencję? może to skutek zła przeszłych pokoleń? często ja i myślę, że wiele osób, rozmyśla nad tym czy to co dzieje się z nami jest wolą Bożą, czy tzw. dopustem
całkiem niedawno przeczytałam słowa pewnego teologa, że złe rzeczy nie dzieją się za dopustem Bożym, tylko są konsekwencją naszego postępowania a więc czy właściwe jest pytanie "dlaczego Bóg dopuszcza zło?"
zadałam to pytanie i wczoraj, kiedy klęczałam przed ołtarzem i zastanawiałam się jak to się stało, że Małgosia zemdlała na mszy i jak bywa zwykle w takich sytuacjach, człowiek stawia sobie wiele prostych, może banalnych, może nawet niedorzecznych pytań, szukając przyczyn, wyjaśnienia i pocieszenia:
dlaczego na mszy, czy to coś znaczy?
dlaczego Małgosia?

czy jest chora?

jak bardzo?
dlaczego?
za co?

za karę czy w imieniu ofiary?
a może w konsekwencji złego życia?

złego jej, czy złego kogoś innego?

po co ludzie cierpią?
jakie to ma znaczenie i komu pomoże?

dlaczego Bóg tak chce?

a może nie chce?

więc po co?
dlaczego w ogóle ludzie chorują?

czy to ma sens?
czy sens mają te wszystkie pytania?

dlaczego normalnie znam odpowiedzi na wszystkie, a teraz je w taki głupi sposób zadaję?...
nasunęła mi się taka myśl wczoraj, kiedy pochłaniały mnie te wszystkie pytania,
że
Bóg jest Panem i Władcą wszystkiego, cokolwiek się z nami dzieje, jakkolwiek chcielibyśmy dysponować swoim życiem, ciałem, On ma nad nimi władzę,
uświadomienie sobie tej całkowitej zależności wobec Stwórcy, pozbyło we mnie sensu stawiania sobie tych wszystkich pytań,
postawiło mnie w postawie całkowitego oddania i zaufania mojemu Bogu,
uświadomiło, że Boża myśl nigdy nie będzie dla mnie zrozumiała, bo "Moje drogi nie są drogami waszymi"

kruchość i małość człowieczeństwa wymaga całkowitego oddania się pod władzę Boga

ta myśl jest bardzo pokrzepiająca daje pewność, że jesteśmy w rękach Kogoś, w Kim nie ma słabości, Kogoś, kto wszystko ogarnia to poczucie małości wobec Boga daje przekonanie, że nie koniecznie muszę szukać odpowiedzi i wyjaśnień i daje poczucie bezpieczeństwa, że jakkolwiek mi źle i jakkolwiek starałabym się mieć wpływ na to, co będzie - jestem w stanie tylko oddać się całkowitej ufności w Boże działanie, w to że cokolwiek zrobi Bóg, będzie najlepsze
wczoraj było Zesłanie Ducha Świętego
myślę, że Duch Św. działa zawsze na tę osobę, która prosi i na tę dla której prosi
i ta odpowiedź, którą otrzymałam, jest wezwaniem do większego poszukiwania Boga i Jego Królestwa
"Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane." Mt 6,33

i posłuchałam dziś tej piosenki "do you know" i po tej sobocie, kiedy o niej rozmawiałam z Małgosią, jakoś trudna jest ona dla mnie i od tej chwili w tych przykrych okolicznościach, zawsze z Małgosią będzie mi się kojarzyć.
..

Wednesday, May 23, 2007

bądź sobą

"Gdybym był jak Edyta Górniak, fałszowałbym hymn mieliby mnie za durnia,
nosiłbym też obciachowe kiecki, śmiałby się ze mnie nawet Marek Niedźwiecki"
"A gdybym był jak Marek Konrad, zmusiliby mnie w banku śląskim do konta"


przeglądam sobie blogi innych osób i popadam w pewnego rodzaju zniechęcenie
bo niby co ja mogę powiedzieć światu? czy to co piszę ma jakąś wartość, sens, a czy ja aby nie jestem za stara na blog?
kiedyś marzyło mi się napisanie książki, napisałam nawet jedną (leży gdzieś w szafie, raz wyjęłam i się nieźle uśmiałam) i kilkanaście opowiadań i innych bzdur, wydawało mi się nawet, że potrafię coś ciekawego napisać, ale nie czarujmy się - o ile kiedykolwiek miałam umiejętność sklecenia kilku zdań, obowiązki, praca, rodzina, brak rozwijania zmysłu artystycznego, spowodowały, że po pisarskim zapale nie pozostało ani śladu
tak więc czytam te wszystkie blogi dowcipne, ciekawe, ukazujące świat różnych form, ludzi i zdarzeń i zastanawiam się czy warto pisać
a może nie warto nawet rozmyślać nad tym i pr
óbować porównywać się do innych, stwarzać na nowo styl, tylko poszukać gdzieś na nowo własnego...

przypomina mi się pewne zdarzenie
rozmawiałam przez telefon z Justynką, dziewczyną mojego brata
a że była sobota, a jak w sobotę bywa, trzeba nadrobić porządki z całego tygodnia, biegałam dziwnym pędem z kuchni do pokoju próbując skupić się na jakiejś czynności i na rozmowie jednocześnie
przyglądał się mi mój brat i w pewnej chwili powiedział: "nie musisz tak biegać żeby ona cię słyszała" - rozśmieszyło mnie to, bo uświadomiłam sobie, że biegam bez celu, szukając gdzieś w myślach, co chciałam robić
powtórzyłam Justynce, co powiedział Robert, a ona na to "no, wiesz mnie to nie przeszkadza, z resztą to bieganie to u ciebie standard" - rzeczywiście mam skłonności do nabijania kilometrów po mieszkaniu, ale nie sądziłam, że ktokolwiek może uznać to za jakieś tam moje normalne zachowanie
"w takim razie muszę się zmienić" - odparłam Justynce
na to rzekł Robert "nie, nie zmieniaj się, bądź sobą" i zaśpiewał
"
nie Rysiem Ochudzkim, nie Kubą Wojewódzkim i nie Majdanem, i nie Dodą.
Bądź sobą! I tylko sobą."

może faktycznie coś w tym jest i nie warto tworzyć czegoś na wzór kogoś innego
może mam prawo zanudzać ludzi tym blogiem, mimo, że nie przedstawia większej wartości...
ostatecznie to przecież w tytule zaznaczyłam, że to mój niepoukładany blog... ;)

fragmenty piosenki: "Bądź sobą" Grupa Operacyjna

Monday, May 21, 2007

live is music

od dawna Wiesiek nie pracował na nocną zmianę, a cały taki tydzień przede mną
odzwyczaiłam się...
dziś mój wieczór owładnęła muzyka

od kilku dni odkrywam w sobie fascynację nowym rodzajem muzyki, ale tylko fragmentami, więc dziś przyszedł czas na pochłonięcie całości
muzyka, od której zaczęłam jest bardzo energetyczna, wprawia w ruch wszelkie skrawki ciała, powoduje że coś gotuje się w środku i ma się ochotę popaść w jakieś szaleństwo i pociągnąć za nim innych, jak na tych reklamach coca-coli, gdzie całe miasto tańczy (ciekawe co powiedzieliby ci, którzy wiedzą, że ja nie lubię tańczyć i mam do tańca pogardliwy stosunek :P)
potem przeszłam na bardziej klasyczne rytmy i stwierdziłam, że wciąż mnie jeszcze zachwyca stary dobry rock oraz enigmatycznie brzmiące piosenkarki
wreszcie powróciłam do moich nowych szaleńczych podrygów i wśród tego niecodziennego wybuchu energii, odnalazłam spokojną piosenkę - taką na dobranoc - uciszającą wszystkie krzyki poprzednich, uciszającą wszystkie myśli, zmuszającą do poszukiwań i uświadamiań sobie to co tak oczywiste, że aż zapomniane
dzisiejszy wieczór to prawdziwa muzyczna podróż
i choć zazwyczaj takich podróży nie czynię, dziś przebyłam długą drogę
i na końcu tej drogi
mogę powiedzieć, ze
życie jest muzyką...

Thursday, May 17, 2007

dzień bez...


Dzień bez...
bez koncepcji co robić dalej

bez spraw rozpoczętych i spraw zakończonych

bez prądu w telefonie

bez udanej rozmowy z panią w ZUSie

bez porządku w pokoju

bez oprogramowania do telefonu

bez silnej woli

bez chęci na modlitwę

bez mobilizacji do realizacji celów

bez czasu na zaległą lekturę

bez przesyłki, na którą czekam

bez maila z wyjaśnieniami

bez obiadu

bez czasu

bez sensu...

wszystko jest dziś bez

idę wypić kawę, może się odmieni...


Friday, May 11, 2007

Łagiewniki



Byliśmy wczoraj w Krakowie - Łagiewnikach w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Cieszyłam się na tę pielgrzymkę, bo chciałam dotrzeć do tego miejsca, a ponadto nasza rodzina już dawno wybrała św. Faustynę na swoją patronkę.
Miejsce zadziwiło mnie spokojem, małą ilością ludzi i taką ciszą wokół.

Kościół stoi pośród łąk, a w oddali widać tylko zabudowy Krakowa. Wnętrze kościoła wydaje się dużo mniejsze niż można było sądzić po transmisjach telewizyjnych, ale najpiękniejsza była Kaplica Wieczystej Adoracji - piękne światło padało na Jezusa Eucharystycznego i czuło się tam w sposób wyjątkowy sacrum.


Spędziliśmy też trochę czasu w Krakowie na Rynku, ale jakoś tam już ulotnił się ten duch pielgrzymki. Kawa na Rynku strasznie droga, ale za to dużo fajnych ciuchów - tak zauważyłam po wystawach (żeby ktoś nie myślał, że ganialiśmy po sklepach) :P


tu moja rodzina - Wiesiek obok Emilka w zielonej kurtce, Dawid i Arek z kapturem na głowie :)


Wednesday, May 09, 2007

ja deszczowym dniem...

przeczytałam dziś na forum, że ktoś chce od kogoś odejść, bo już nie jest jak dawniej...
tak sobie myślę, czy zawsze może być jak dawniej? czy u mnie po 10 latach małżeństwa może być jak dawniej?
wczoraj okrutnie pokłóciłam się z Wieśkiem, burza była krótka, ale gwałtowna - można rzec nawet przerażająca, oczywiście później nastąpiła cisza i wzajemne przebaczenie, ale jak to każda burza, zawsze pozostawi jakiś ślad...
zmęczona też jestem - psychicznie chyba bardziej, przed Komunią Arka walczyłam kilka dni z PITami, a końcówka była ciężka w tym roku, a potem intensywnie przygotowywaliśmy wszystko do uroczystości
nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jestem w stanie wytrzymać kilka (z 9 chyba) ciężkich godzin w kuchni i przyrządzać najprzeróżniejsze potrawy - prawdziwa atrakcja dla miłośników gotowania (to tak dla Jacka ;))

szkoda tylko, że ta lodówka taka mała się nagle okazała

nareszcie pada...
deszcz jest najlepszą pogodą
deszcz niczego nie wymaga
deszcz nikogo nie krytykuje
deszcz wreszcie przynosi spokój...

Wednesday, February 28, 2007

koniec ferii

Może jeszcze zdążę coś w lutym napisać...
ostatnio mam większe niż zwykle urwanie głowy - więcej pracy, no i sama bardziej się pilnuję,
żeby więcej się przykładać do obowiązków, no i to też zaowocowało zwiększoną liczbą zamówień.

Dzieci miały przedłużone ferie, Arek i Emilka to już bardzo długie bo i przed feriami trochę byli przeziębieni
no i teraz po, tylko Dawid załapał się na 3 nadprogramowe dni. Ale dosyć tego, jutro wszyscy do szkoły i do przedszkola, a ja też wreszcie wskoczę na mój normalny tryb pracy.

Zabrałam się za studium biblijne - idzie mi to opornie i z trudnościami, mam wiele wątpliwości, przede wszystkim czy właściwie się do tego zabieram, ale nie spieszę się, pilnuję systematyczności.
To studium jest efektem mojego pobytu w Koniakowie na rekolekcjach DK - ORAR II stopnia i poniekąd III stopnia Oazy Rodzin w Przemyślu w sierpniu zeszłego roku.
O samych rekolekcjach pewnie mi się jeszcze uda umieścić jakąś notkę, ale pewnie nie tak szybko, choć kto tam wie ;)

A teraz idę pisać do Agi, bo mam jej dużo do opowiadania...

Thursday, January 04, 2007

jeszcze mnie tu w nowym roku nie było

tak, mój blog poszedł nieco w zapomnienie...
za dużo rozmyślam ostatnio i nie nadążam tego notować :P, ale też mam mało czasu, zresztą jak zawsze :/, no ale koniec roku to zamknięcie ksiąg rachunkowych, wystawianie PIT-ów i innych takich, bleee :(

czekam na pismo od prezydenta
złożyłam 11 grudnia prośbę o rozpatrzenie mojej sytuacji mieszkaniowej
może dałby mi jakieś mieszkanko wreszcie (w końcu 9 lat już czekamy)
ale odpowiedzi od prezydenta ani widu...

nic wracam do zajęć, bo czuję że zaraz zacznę bredzić