Saturday, November 29, 2008

stosunki międzyludzkie

Mieliśmy z nimi nienajlepsze stosunki.  Można powiedzieć, że utrzymywane w tonie poprawności towarzyskiej na zewnątrz, a gdzieś wewnątrz podszyte pretensjami, rywalizacją, wzajemnym krytykowaniem. Spotykaliśmy się od wielkich świąt i udawaliśmy wtedy, że przecież bardzo się lubimy, ale liczne obowiązki nie pozwalają nam spotykać się częściej.

Nagle, pewnego pięknego wieczoru, przy urodzinowym stole, coś się odmieniło.

Zaprosiliśmy ich do nas, o dziwo przyszli! Zjedliśmy razem pizzę i posiedzieliśmy bardzo miło. O dziwo nie wyszli o dziewiętnastej. 

Zaprosili nas do siebie, o dziwo poszliśmy! Posiedzieliśmy bardzo miło . Dostałam od niej maść na moją bolącą rękę. Planowaliśmy wspólne wyjście do kina.

Co się stało...?

Czy nagła odmiana jest możliwa? Czy sytuacja, która ciągnęła się przez te wszystkie lata ciążyła już nam wszystkim na tyle, że z ulgą ją odmieniliśmy? A może to tylko chwilowe ocieplenie...?

Na ile jest możliwe i ile potrzeba wysiłku, aby pozbyć się tego bagażu złych relacji i zacząć od nowa? Czy w każdym z nas jest ta świadomość i chęć, żeby pozbyć się uprzedzeń i zaakceptować nawet te najgorsze potknięcia i budować więź dalej - bo przecież jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nie znikną nasze stare cechy charakteru i to co nas do siebie zrażało, pewnie niejednokrotnie da o sobie znać. 

Warto jednak podjąć ten wysiłek, wysiłek powstrzymania się od: na samym początku złośliwych myśli, potem od lenistwa, a na samym końcu oceniania wzajemnego i krytykowania...

Friday, November 07, 2008

to be strong

Powiedzenie "co mnie nie zabije, to mnie umocni" z pewnością zawiera w sobie dużo prawdy, jednakże ta prawda spełnia się w moim przypadku niezwykle oprnie. 

Przez 2 miesiące toczyłam ze sobą wewnętrzny bój. Walka ze swoimi odczuciami dotyczącymi pracy, dotyczącymi wykorzystania czasu, poświęcenia dzieciom, wreszcie nieustanne pytania o sens tego co robię. To nieustanne pragnienie odkrycia i jasnego sformułowania odpowiedzi na dwa pytania "czy" i "po co" nękały mnie  i wprowadzały w naprzemienne stany od entuzjazmu do zupełnego przygnębienia.

Była to też próba (z której wyniku chyba mogę się cieszyć) pełnej ufności Bogu oraz próba cierpliwości.  Bo przecież gdzieś w tym wszystkim musi być jakiś sens, jakiś Boży plan. Śmieją się ludzie, że oazowicze wszystko rozpatrują w kategorii "co Bóg chce mi przez to powiedzieć", ale przecież wierzymy, że nic nie dzieje się bez przyczyny, że wszystko ma swój sens i wszystko służy czemuś i choć nie znamy tego czegoś, wierzymy, że Bóg zna i kiedy zechce nam objawi. 

Nieprzypadkowe pewnie jest i to, że spotkałam się w tym miejscu i z tymi ludźmi, że takie a nie inne były okoliczności mojego pojawienia się tam. Nie opuszcza mnie również przekonanie, że to przecież jeszcze nie koniec drogi, że nie mogę i nie zostanę w tym miejscu, w którym teraz jestem. No i na tym etapie pozostaje pytanie "co będzie dalej?"

Dziś ta, do niedawna, jasno naświetlona przyszłość lega gdzieś w gruzach. Bieg wydarzeń się niespodziewanie zmienia, niepewność jest jeszcze większa, ale zmienia się też mój stosunek do wszystkiego. Wydarzenia toczą się za szybko. Ludzie, którzy mieli być nadzieją, odchodzą - to tak jak duży krok wstecz. Coś, co do tej pory mnie naprzemniennie przygnębiało i cieszyło, stało się kolejnym wyzwaniem. Mam wrażenie, że znajduję się w punkcie, z którego już nie ma odwrotu a iść dalej też nie można, bo nie wiadomo gdzie. 

Tamci odchodzą a ja pozostaję gdzieś w tyle. Jest chyba... smutno i pozostaje tylko ta wiara w Boży plan, wiara w to, że to przecież nie koniec, że nie, ja nie mogę się zatrzymać w jednym miejscu, nigdy się nie zatrzymuję, zatrzymanie to wegetacja, a ja nie lubię wegetować, ja muszę żyć - żyć szybko, stanie w miejscu to cofanie się, dlatego nie wierzę, że tak się to skończy. Ufam i czekam - to jakby hasło przewodnie dla mnie na dziś, Bóg mnie nie zostawi w tym miejscu, tylko jak długo będę musiała czekać i w którą stronę pójdę? To pytanie chyba bardzo mnie mobilizuje. Nie potrafię być silna, ale nie potrafię też być słaba.