Nadszedł czas zmian w moim życiu. Pierwszą z nich jest zrezygnowanie z pracy. Tak zrobiłam to - dałam wypowiedzenie, sama się dziwię, że poszło to tak szybko i bezboleśnie. Trochę mi żal, bo zżyłam się z tymi ludkami, z tymi problemami, z tym miejscem, no i ciągle mam wrażenie, że nie wykorzystałam tego potencjału z jakim przyszłam. No cóż, nie docenili mnie ;P Bez względu jednak na odczucia, decyzja została podjęta i nie mam zamiaru oglądać się za siebie, choćby nie wiem jak mnie kusiło. Na szczęście Pan Bóg już od kilku dni daje mi codziennie nowe zadania, które są tak zintensyfikowane, że nie mam czasu rozmyślać i rozczulać się nad starymi. Ludzie w pracy pytają mnie o powód odejścia. Nie pakuję się w specjalne tłumaczenia, ale prawda jest taka, że zrezygnowałam z pracy, bo chcę służyć "sprawie". Wiem, że taka postawa wzbudza u jednych niedowierzanie ("Kręcisz, nie lubisz nas, nie podoba ci się tu") u innych litość (co za idiotka, rezygnuje z pracy zarobkowej, żeby służyć w jakimśtam ruchu i nie mieć z tego kasy). Moja mama powiedziałaby mi, że jestem lekkomyślna i pracować mi się nie chce.
Hmm... nie powiem utrata tych marnych kilkuset złotych jest jakimś minusem, ale wierzę, że Pan Bóg ma dla mnie plan, którego realizacja jest ważniejsza ponad wszystko inne - temat kwestii finansowej i podejmowania innej pracy, zostawię sobie na kiedy indziej.
Pierwszym krokiem do zmiany, było przyjęcie błogosławieństwa do Diakonii. Przeżyłam je z większym przejęciem, niż się spodziewałam, choć bardzo się starałam nie dawać upustu tym wszystkim emocjonalnym dyrdymałom.
Później było spotkanie z naszym proboszczem. Dość nieoczekiwanie i już prawie pod sam koniec naszej wspólnej herbatki, otworzył się zupełnie, a jego szczerość nas powaliła. Dowiedzieliśmy się o różnych problemach z jakimi się boryka jako człowiek, kapłan i przewodnik ludu parafialnego. Przejęliśmy się i zapewniliśmy o naszej pomocy zarówno modlitewnej jak i takiej konkretnej wyrażonej czynem. Podzieliliśmy się również naszymi spostrzeżeniami, tym co chcielibyśmy zrobić i do czego pod względem duchowym i formacyjnym jesteśmy przygotowani - powiedział, że możemy działać, mamy jego błogosławieństwo. Chyba w tym momencie doceniłam, jakie to wielkie szczęście dla wszelkich grup działających przy parafii i ludzi koordynujących ich prace, jeśli mają za sobą proboszcza, który nie tylko zezwala, ale i sprzyja, pomaga i nawet jest pewnego rodzaju oparciem. Chwała Panu!
Jeszcze nie zdążyłam poukładać w głowie tego, co tutaj w parafii na nas czeka, a już znaleźliśmy się na spotkaniu Stowarzyszenia. Spotkanie było krótkie, ale treściwe. Przede mną dwa nowe zadania. Jedno w bardzo krótkim czasie, a wymaga nieco przygotowania.
Wiem, że to wszystko będzie wymagało ode mnie nowej mobilizacji i jeszcze większego zaangażowania, ciągłego pozbywania się lenistwa, które ciągle nade mną ma panowanie. Brzmi mi jednak ciągle fragment księgi Izajasza 6,8 "I usłyszałem głos Pana mówiącego:
«Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł?» Odpowiedziałem: «Oto ja, poślij mnie!»"