zastanawiałam się dziś, przemierzając ulice Zabrza, nad czymś, co można określić "drogową kokieterią"
stałam kiedyś moim passatem na skrzyżowaniu, czerwone światło, moje myśli jak zwykle krążyły gdzieś w bliżej nieokreślonej przestrzeni, wzrok starał się doganiać te myśli wbijając się tępo przed siebie
i nagle spojrzenie na prawo...
obok facet również w passacie (dziw, że w tym samaym momencie też na mnie spojrzał), sekundy spojrzeń wyzwoliły w nas jakieś dziwne porozumienie
czy to ja dałam sygnał, czy on - kto wie i kto wiedzieć to może
zielone światło, pisk opon, jedziemy... dopóki droga jest dwupasmowa wszystko idzie gładko, on ciut przede mną - jego passat jest ze dwa modele wyższy od mojego, pewnie poszedłby nim daleko i tyle bym go widziała (no poza tym to facet, a ci mają jakąś większą zdolność do brawury, podejmowania ryzyka...) ale jedziemy...
droga się zwęża i zaczyna się wyższa technika jazdy :P
slalomy między gęsto przemierzającymi samochodami, wzajemne wyprzedzanie, ryzyko i adrenalina
dojeżdżamy do A4 i tu przystojny facet z dwa modele wyższego passata, zjeżdża i zostawia mnie...
pomachałam mu tylko na pożegnanie i pojechałam w swoją stronę...
dziś to wspomnienie wróciło do mnie z refleksją, co właściwie sprawia, że ludzie
poddają się drogowym ekscytacjom, kokietują się z pozycji swoich kierownic...
cdn...
No comments:
Post a Comment