Moje ostatnie działania przypominają strzelanie ślepakami. Gdzie nie uderzysz tam pudło. Chciałam zapisać się na rekolekcje, ale wszystkie dostępne nie satysfakcjonują mnie. Z resztą na większość w naszej diecezji nie ma już miejsc, więc problem jakby eliminuje się sam.
Basia milczy i okazało się, jak już przełamałam moją wszechpotężną awersję do rozmów telefonicznych i odkryłam że przez telefon można szybciej i dokładniej, że nagle ci po drugiej stronie nie mają upodobania w odbieraniu. GG jest równie mało skuteczny.
Pan z DKSu mówi do mnie trudnym językiem, albo ja do niego, tego jeszcze ostatecznie nie ustaliłam, tak czy inaczej opornie nam idzie porozumiewanie się, wolałabym to jednak zwalić na niedoskonałość przekazu za pośrednictwem poczty elektronicznej.
Normalnie bym się wściekła, ale teraz mam jakieś wyjątkowo łagodne usposobienie i wyrozumiałość dla innych ludzi. To chyba efekt czytania Valtorty. I dobrze, bo ostatecznie moje wrogie nastawienie szkodzi tylko mnie i ewentualnie tym domowym ofiarom, które są czasem pod ręką.
Czytam Pismo św. Tym razem zaczęłam od końca, stwierdziwszy, że przy moim zapale któryś raz z kolei zatrzymam się na Księdze Kronik nie dając sobie szansy na poznanie dalszej części.
dopisek późniejszy: wykopałam tego posta gdzieś z otchłani zasobów internetowych, pozostawiam go więc w postaci niedokończonej
No comments:
Post a Comment