oglądałam niedawno show Koterskiego, w którym to próbował skoczyć z dachu, śmiałam się, że niby taki daszek i że co tam...
no nic, jak mawia przysłowie "nie śmiej się dziadku..."
pojechaliśmy do wesołego miasteczka, stanęliśmy pod karuzelą o wdzięcznej nazwie "Balerina" i podziwialiśmy jak inni sobie jeżdżą
ale co tam inni, przecież sami pojedziemy, namówiłam szybko dzieci, dodałam otuchy, że przecież nic tam, taka karuzela, nie ma się czego bać przecież, całkiem spokojna jest
ledwo "Balerina" ruszyła byliśmy wszyscy posrani ze strachu - jak to w swoim show określił Koterski, a mama najbardziej
ale jak to powiadają, trzeba oddychać głęboko i zrobić dobrą minę do złej gry więc nie pozostało mi nic innego jak pocieszać chłopców, gadać od rzeczy, żeby nie myśleli o śmierci w oczach i czekać na szczęśliwy koniec
na rollercoasterze już się nie odważyłam jechać, choć kusiło mnie bardzo
jaki z tego morał?
czym człowiek starszy tym większa sieczka się z niego robi
kiedy to ja się miała w zwyczaju bać byle karuzeli, wysokości i innych zagrożeń - czym większe, szybsze i bardziej pomylone, tym było lepsze
czym człowiek starszy... eh szkoda gadać...
No comments:
Post a Comment