Friday, November 07, 2008

to be strong

Powiedzenie "co mnie nie zabije, to mnie umocni" z pewnością zawiera w sobie dużo prawdy, jednakże ta prawda spełnia się w moim przypadku niezwykle oprnie. 

Przez 2 miesiące toczyłam ze sobą wewnętrzny bój. Walka ze swoimi odczuciami dotyczącymi pracy, dotyczącymi wykorzystania czasu, poświęcenia dzieciom, wreszcie nieustanne pytania o sens tego co robię. To nieustanne pragnienie odkrycia i jasnego sformułowania odpowiedzi na dwa pytania "czy" i "po co" nękały mnie  i wprowadzały w naprzemienne stany od entuzjazmu do zupełnego przygnębienia.

Była to też próba (z której wyniku chyba mogę się cieszyć) pełnej ufności Bogu oraz próba cierpliwości.  Bo przecież gdzieś w tym wszystkim musi być jakiś sens, jakiś Boży plan. Śmieją się ludzie, że oazowicze wszystko rozpatrują w kategorii "co Bóg chce mi przez to powiedzieć", ale przecież wierzymy, że nic nie dzieje się bez przyczyny, że wszystko ma swój sens i wszystko służy czemuś i choć nie znamy tego czegoś, wierzymy, że Bóg zna i kiedy zechce nam objawi. 

Nieprzypadkowe pewnie jest i to, że spotkałam się w tym miejscu i z tymi ludźmi, że takie a nie inne były okoliczności mojego pojawienia się tam. Nie opuszcza mnie również przekonanie, że to przecież jeszcze nie koniec drogi, że nie mogę i nie zostanę w tym miejscu, w którym teraz jestem. No i na tym etapie pozostaje pytanie "co będzie dalej?"

Dziś ta, do niedawna, jasno naświetlona przyszłość lega gdzieś w gruzach. Bieg wydarzeń się niespodziewanie zmienia, niepewność jest jeszcze większa, ale zmienia się też mój stosunek do wszystkiego. Wydarzenia toczą się za szybko. Ludzie, którzy mieli być nadzieją, odchodzą - to tak jak duży krok wstecz. Coś, co do tej pory mnie naprzemniennie przygnębiało i cieszyło, stało się kolejnym wyzwaniem. Mam wrażenie, że znajduję się w punkcie, z którego już nie ma odwrotu a iść dalej też nie można, bo nie wiadomo gdzie. 

Tamci odchodzą a ja pozostaję gdzieś w tyle. Jest chyba... smutno i pozostaje tylko ta wiara w Boży plan, wiara w to, że to przecież nie koniec, że nie, ja nie mogę się zatrzymać w jednym miejscu, nigdy się nie zatrzymuję, zatrzymanie to wegetacja, a ja nie lubię wegetować, ja muszę żyć - żyć szybko, stanie w miejscu to cofanie się, dlatego nie wierzę, że tak się to skończy. Ufam i czekam - to jakby hasło przewodnie dla mnie na dziś, Bóg mnie nie zostawi w tym miejscu, tylko jak długo będę musiała czekać i w którą stronę pójdę? To pytanie chyba bardzo mnie mobilizuje. Nie potrafię być silna, ale nie potrafię też być słaba.

No comments: