Mieliśmy z nimi nienajlepsze stosunki. Można powiedzieć, że utrzymywane w tonie poprawności towarzyskiej na zewnątrz, a gdzieś wewnątrz podszyte pretensjami, rywalizacją, wzajemnym krytykowaniem. Spotykaliśmy się od wielkich świąt i udawaliśmy wtedy, że przecież bardzo się lubimy, ale liczne obowiązki nie pozwalają nam spotykać się częściej.
Nagle, pewnego pięknego wieczoru, przy urodzinowym stole, coś się odmieniło.
Zaprosiliśmy ich do nas, o dziwo przyszli! Zjedliśmy razem pizzę i posiedzieliśmy bardzo miło. O dziwo nie wyszli o dziewiętnastej.
Zaprosili nas do siebie, o dziwo poszliśmy! Posiedzieliśmy bardzo miło . Dostałam od niej maść na moją bolącą rękę. Planowaliśmy wspólne wyjście do kina.
Co się stało...?
Czy nagła odmiana jest możliwa? Czy sytuacja, która ciągnęła się przez te wszystkie lata ciążyła już nam wszystkim na tyle, że z ulgą ją odmieniliśmy? A może to tylko chwilowe ocieplenie...?
Na ile jest możliwe i ile potrzeba wysiłku, aby pozbyć się tego bagażu złych relacji i zacząć od nowa? Czy w każdym z nas jest ta świadomość i chęć, żeby pozbyć się uprzedzeń i zaakceptować nawet te najgorsze potknięcia i budować więź dalej - bo przecież jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nie znikną nasze stare cechy charakteru i to co nas do siebie zrażało, pewnie niejednokrotnie da o sobie znać.
Warto jednak podjąć ten wysiłek, wysiłek powstrzymania się od: na samym początku złośliwych myśli, potem od lenistwa, a na samym końcu oceniania wzajemnego i krytykowania...
No comments:
Post a Comment