Wednesday, April 08, 2009

Masakra piłą kątową

czyli jest wiosennie

Postanowiłam, że w tym roku zupełnie poświęcę się świętowaniu Triduum Paschalnego. W piątek umyłam okna, w sobotę doprowadziłam mieszkanie do czystości. W poniedziałek delektowałam się czystym mieszkaniem i planowałam zakupy na środę. Pięknie, bez nerwów, wszystko na czas, nic mnie nie goni, niczego nie muszę robić po nocach w stresie, że nie zdążę przed Wielką Sobotą. 

We wtorek oddałam się lekturze Pisma Św. - opracowałam sobie własny system czytania rocznego, bardzo prosty, ale jak na moje predyspozycje bardzo wygodny. Nie mogło być lepiej. Ale przecież, jeśli człowiek stwierdza, że nie może być lepiej, musi się popsuć. We wtorek zadzwoniła pani z meblowego, że wcześniej (bo już jutro, a nie jak było umówione po świętach) przyjdą zamontować mi szafę. Trochę się zirytowałam, bo musiałam odłożyć plany z zakupami, ale nic to. Oczywiście przedpokój jest nie dokończony, a jeśli szafa ma być zamontowana, to nie można i przedpokoju zostawić na "po świętach". Zawołałam brata i ten się zabrał za kończenie prac. Rozpoczął od rozniesienia po mieszkaniu wiórów po cięciu paneli. Przeżyję, pomyślałam, podłogę można umyć, dywan odkurzyć a meble wytrzeć. 

O wiele ciekawszą rozrywką było przycinanie paneli już położonych, piłą kątową, która tnąc paliła panele, dym roznosił się po całym mieszkaniu a ściany wyglądały jak po pożarze. 

W wyniku tego moja praca - mycie okien i sprzątanie, mogę włożyć między bajki, a że już jutro Wielki Czwartek, świętowanie Triduum również. 

Wszystko to jeszcze nie jest takie najgorsze, tylko sądząc po wyglądzie mojego nowo urządzonego przedpokoju, śmiem twierdzić, że prace do świąt nie mają szans być zakończone, nic to jednak zawsze można zamknąć drzwi albo iść na spacer. 

1 comment:

A. said...

No tak... Takie spokojne świętowanie to dopiero za którymś razem się udaje. Albo wtedy gdy się wyjedzie z domu... ;]