Niedawno w mojej rodzinie był pogrzeb. Zmarł wuj stary i schorowany. Zmarł w Wielką Sobotę w nocy. "Wspaniale, zmarł w noc Zmartwychwstania" - pomyślałam, ale jak się później okazało, co dla jednych jest błogosławieństwem, dla innych przekleństwem.
Pogrzeb odbył się w czwartek rano, kiedy z pogrzebu wróciła najbliższa rodzina wuja, znalazła w mieszkaniu jego zmarłą siostrę. Od razu, co z resztą przewidziałam, dowiedziałam się, że wuj zabrał ją do siebie bo leżał w niedzielę
Wiara mojej rodziny w leżenie w niedzielę nie dziwi mnie, mogliby z zapałem opowiedzieć kilanaście historii jak to ten i tamten leżał i zabrał ze sobą tego i tamtego.
Kiedy jechaliśmy modlić się do kaplicy za duszę zmarłej, tłumaczyłam całą drogę mojej babci, że wiara w takie brednie jest zbabobonem i to Bóg jedynie decyduje o ludzkim życiu i śmierci. "Ale coś w tym jest" skwitowała babcia i wiedziałam że dalsza dyskusja jest zbyteczna.
Ale absurd miał się dopiero objawić.
Rodzina szybko załatwiła wszelkie formalności i pogrzeb ustalono na sobotę. Skąd ten pośpiech, nie trudno się domyślić - nie może leżeć w niedzielę, bo znów kogoś z rodziny zabierze, a przecież nie można do tego dopuścić, jeśli jest sposób żeby temu zapobiec, trzeba go wykorzystać, dość już tych pogrzebów, przecież...
Jednej rzeczy w tym wszystkim nie mogę zrozumieć i chyba nigdy mi się to nie uda, jak katolik, człowiek który jedzie modlić się za zmarłych do kaplicy pogrzebowej, człowiek który jak najbardziej chce katolickiego pogrzebu z mszą w kościele, potrafi połączyć to z wiarą w zabobony. Jak można wyznawać wiarę w Boga, wierzyć i świętować Zmartwychwstanie i jednocześnie oddawać się bałwochwalstwu!
Uwaga poboczna: Wnukiem zmarłego i bratankiem zmarłej, zarazem moim kuzynem, jest ksiądz franciszkanin, odprawiał obie msze w intencji tych dwóch dusz, które już połączyły się z Panem, czy on nie mógł zapobiec temu cyrkowi... albo wytłumaczyć jakoś... nie piszę tego z pretensją, żal tylko...
No comments:
Post a Comment