Thursday, May 14, 2009

2 tygodnie z życia rodziny dziecka komunijnego


Jeszcze nigdy tak bardzo nie byłam zmęczona przygotowaniami do uroczystości komunijnej, a to już trzecia, którą przygotowywaliśmy - starzeję się czy cóś...

Był to jednak czas intensywnych przygotowań nie tylko tych zewnętrznych, ale przede wszystkim duchowych. Z całą pewnością się starzeję, a może to specjalne działanie Ducha św. w tej parafii to sprawiło, że wszystko jakoś bardziej przeżywałam, niż do tej pory. 

Niezliczone próby w kościele i na lekcjach religii, choć mnie na przemian nudziły i denerwowały, miały jednak w sobie jakiś niepowtarzalny urok, jakiś wyraz przynależności do wspólnoty parafialnej, jakąś nastrajającą moc. 

Potem spowiedź... i czy to przypadek, że od czasu, kiedy w 2006 roku pozbyłam się najlepszego spowiednika, jakiego miałam, oto przed I Komunią Emilki, pojawia się ksiądz, którego słowa znów do mnie trafiają tak bardzo jak nigdy, które wyprzedzają moje zapędy i zachowania, które interpetują błąd mojego myślenia i działania. 

Dziwiłam się zawsze ludziom mającym wstręt do spowiedzi i strach przed nią. Mnie zawsze zadziwia to niesamowite działanie Ducha św., kiedy to modląc się do Niego o dobrą spowiedź oraz za samego spowiednika, chwilę później z jego ust padają słowa, które są dokładną interpretacją tego co siedzi gdzieś we mnie i jest źródłem grzechu, a także przedstawia te czynniki mojego zachowania, które się jeszcze do tej pory nie objawiły, więc spowiednik wybiega daleko w przyszłość, kierując moje myśli i pracę nad sobą w te rejony, w których ja sama nie dostrzegam błędu. To niesamowite działanie Ducha św. zawsze mnie zadziwia i zachwyca.

Jeśli ktoś twierdzi, że spowiedź jest wyszeptaniem księdzu grzechów, przykrym obowiązkiem, męczarnią, którą trzeba jak najszybciej zbyć, prawdopodobnie nie doświadczył tego cudownego działania Ducha, który kieruje słowami spowiednika ponad jego wiedzę o penitencie, a nawet ponad wiedzę penitenta o nim samym. Ta tajemnica Bożego działania wybiega daleko poza ludzkie możliwości odkrycia i odbywa się poza świadomością spowiednika i penitenta  co i kiedy i w jaki sposób odmienia duszę. 

Mogłabym pewnie dłużej o tym pisać.

Dzień I Komunii był wyjątkowy. Na to, że przeżywałam go bardziej niż poprzednie, niewątpliwie ma wpływ fakt, że bardziej niż z poprzednią, związana jestem z tą parafią. Podczas mszy, czytałam I czytanie. Zawsze, kiedy przygotowuję się do czytań, rozmyślam nad pasterką z bazyliki św. Piotra, podczas której lektorzy czytając, swoim spokojnym i dostojnym głosem, stwarzają niepowtarzalny nastrój, wprowadzający do wnikania w Słowo Boże. To czytanie z pasterki papieskiej, zawsze mobilizuje mnie do jeszcze lepszego przygotowania i wystąpienia - jeśli można to tak nazwać. Pewnie codzienne czytanie w kościele nie daje możliwości takiego przeczytania, ale ta uroczystość, była do tego odpowiednia. Starałam się najlepiej jak mogłam, efekt zobaczę na płycie i ocenię, czy pochwały były przesadzone ;)

Biały tydzień, w którym obecnie uczestniczymy pozwala pozostać w tym uroczystym nastroju, ale jest też takim czasem wyciszenia i odpoczynku po tej morderczej gonitwie w tygodniu poprzedzającym. 

2 comments:

Ave said...

Mało kto naprawdę przeżywa I Komunię dziecka. :) Ładnie. Miło się czyta, że jeszcze nie wszyscy zatonęli w fali komunijnych prezentów i biesiady.

Co do spowiedzi. Znam to działanie Ducha Świętego... rzeczywiście to niesamowite. Jednak ja zawsze się boję przed spowiedzią... pewnie jest w tym jakieś działanie szatana. Np. teraz do spowiedzi pójść nie mogę. Sprytnie to zaplanował, że muszę czekać do jutra.
Czasami nie umiem go przechytrzyć.
Mimo strachu przed spowiedzią jednak, zawsze czekam na nią z utęsknieniem. I to jest to uczucie, jedyne w swoim rodzaju związane tylko i włącznie ze spowiedzią.

Pozdrawiam, trafiłam tu przez blog SZEMkela ;)

Ave.

Unknown said...

dzięki za odwiedziny i za pozostawienie swojego głosu :)