jak bardzo przemawia do mnie dzisiejsza Ewangelia:
"Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną." (Mt 6,19)
podczas słuchania tej Ewangelii na dzisiejszej mszy, zobaczyłam jak jeszcze bardzo pokładam ufność w tym, co nietrwałe i przemijające
jak bardzo lokuję swoje nadzieje w człowieku i owocach jego pracy, a jak mało jeszcze w Bogu
dziś jak nigdy rozumiem słowa "mól i rdza niszczą..."
rozumiem nie tylko w kontekście końca czegoś i przemijania, w kontekście niszczenia i nietrwałości, ale również w kontekście wieczności
nic, w czym tu na ziemi pokładamy nadzieję, nie może dać ani pełnego szczęścia, ani nie jest wolne od rozczarowań i cierpienia
nic co sam człowiek stworzył, nie może samo człowiekowi wystarczyć...
wygląda na to, że stracę pracę
dowiedziałam się, że cały mój wysiłek jest niewiele wart
skoro na nic moja praca, to chyba odejdę
piszę chyba, ale to raczej pewne
muszę tylko na nowo odnaleźć początek
na nowo poukładać to, co się gdzieś porozkładało
odszukać się na nowo w pracy...
i tak sobie myślałam wczoraj, kiedy szłam w tym deszczu ulewnym ze sklepu,
że chyba tak to miało być wszystko,
abym robiła znów to, co gdzieś leży zaniedbane
abym miała więcej czasu dla dzieci i rodziny
abym sama mogła ustalać tryb mojej pracy
abym też miała czas dla innych ludzi,
dla wspólnoty
na rekolekcje
może właśnie po to tak się stało, abym zobaczyła co złe a co dobre
i abym też zobaczyła to, co w dzisiejszej Ewangelii, gdzie skarb swój lokuję
a może ktoś poszukuje bezrobotnej księgowej... ;)
No comments:
Post a Comment